...

Schroniska Ziemi Kłodzkiej

Źródło: http://naszczelincu.pl

 Ziemia Kłodzka od lat przyciąga górami, bogactwem form skalnych, malowniczymi krajobrazami, wioskami zagubionymi wśród gór z zachowaną drewnianą zabudową, dziesiątkami szlaków górskich, uzdrowiskami z bijącymi źródłami wód mineralnych, zabytkami…i mogłabym tak wymieniać bez końca! Są jednak na tym terenie miejsca niezwykłe. Od lat służą tym, których ścieżki wiodą po górskich szlakach turystycznych Sudetów Środkowych i Wschodnich, dają wikt i opierunek. Nie ominie ich prawdziwy turysta! Oczywiście mowa o schroniskach górskich, zacisznych przystaniach na Ziemi Kłodzkiej, miejscach w których poczuć można jeszcze ducha dawnych czasów.

            Czy są takie miejsca? Ile ich jest? Gdzie się znajdują? Jak się do nich dostać? Postaram się odpowiedzieć na te pytania, ale ostrzegam! Nie będzie to łatwe. W każdej baśni – i każdym dobrym filmie – bohater, aby znaleźć odpowiedź na pytania musi udać się w podróż. Dotarcie do celu poprzedza wędrówka…i na taką Was zapraszam! Będzie górsko, urokliwie i różnorodnie! Pakujcie plecaki, zakładajcie wygodne buty i widzimy się…Na początek jedziemy w Góry Stołowe i trochę w nich zostaniemy, bo są piękne! A wiecie kiedy są najpiękniejsze? O 4:30 rano…ale o tym za chwilę!
            Naszą wędrówkę rozpoczynamy na końcu świata w małej miejscowości Pasterka. Tu faktycznie kończy się asfalt i Polska, a zaczyna się las i granica z Czechami. Na samym krańcu miejscowości znajdziemy niewielki zielony budynek – to nasz pierwszy cel – Schronisko PTTK Pasterka. Jeżeli zagłębimy się w historię tego miejsca nie będzie dziwić nas położenie obiektu. Schronisko mieści się bowiem w budynku dawnego urzędu granicznego i celnego wybudowanego w 1930r., w którym po II wojnie światowej utworzono strażnicę Wojsk Ochrony Pogranicza działającą tu do 1960r. Rok później obiekt przekazano PTTK, które przekształciło go w schronisko turystyczne. Dziś Pasterka to „pozytywny koniec świata”, w którym odpoczniecie od codziennego zgiełku i zasięgu telefonii komórkowej, skorzystacie z sauny i balii, a zimą wypożyczycie narty biegowe i rakiety śnieżne. Zdradzę Wam też pewną tajemnicę. Pasterka to miejsce, do którego dwa razy w ciągu roku zlatują Anioły… i to nie te upadłe, a Pasterskie! A to za sprawą odbywającego się w lutym i czerwcu „Festiwalu Sztuk Niebanalnych – Pasterskie Anioły”. Schronisko wraz z całą wioską staje się wówczas stolicą muzyki: poezji śpiewanej i piosenki turystycznej. Natomiast we wrześniu w schronisku spotkacie włóczykijów wszelkiej maści, pasjonatów aktywnej turystyki i eksploratorów najodleglejszych zakątków naszego globu – w Pasterce odbywa się bowiem “Dolnośląski Festiwal Podróżników – 17 Południk”. Jednak nie samym powietrzem człowiek żyje, o czym z pewnością przekonacie się odwiedzając pasterkowy bar, w którym czekają na Was przepyszne pierogniewy. Ich wielkość i różnorodność (śląski, ruski, gryczany, jabłkowy, mięsny) zdecydowanie odbiega od tych znanych Waszym podniebieniom z tradycyjnej domowej kuchni. O całym świecie zapomnicie w „podziemiach” schroniska, w tzw. kazamatach. To właśnie tu czeskie piwo smakuje najlepiej!

            Znajdujemy się obecnie w najbardziej atrakcyjnym krajobrazowo paśmie górskim w Sudetach – Górach Stołowych, dlatego też na samym początku naszej wędrówki nie wypada rozleniwiać się w pasterkowych klimatach. Zbieramy manatki i wychodzimy przed schronisko, a wzrok swój kierujemy na wprost. Przed Wami nasz kolejny cel. Nie, nie, to nie słynne greckie Meteory z widocznym monastyrem. To jeden z najpiękniejszych w Górach Stołowych widok na Szczeliniec Mały i Wielki. Ten drugi jest najwyższym szczytem Gór Stołowych (919 m n.p.m). A widoczny „monastyr”? Tam właśnie się udajemy. To Schronisko PTTK „Na Szczelińcu, jedno z nielicznych w polskich górach, do którego nie dojedziemy samochodem (transport żywności i innych potrzebnych rzeczy do obiektu odbywa się windą towarową).

            Na Szczeliniec Wielki można wejść m.in. łagodniejszym niebieskim szlakiem z Karłowa, albo ostrzejszym szlakiem żółtym z Pasterki. Zgadnijcie którym idziemy? Oczywiście żółtym. Nasza wędrówka będzie trwała około 50 minut. Pocieszę Was – za naszymi plecami widoczna będzie panorama na całe pasmo Karkonoszy oraz Broumovskie Stěny w Czechach.

            No i udało się! (i to nie tylko nam! do najznamienitszych gości tego miejsca należeli m.in.: Johan Wolfgang Goethe i prezydent USA John Quincy Adams). Jesteśmy na Szczelińcu Wielkim. Za trud wspinaczki czeka nas fantastyczna nagroda – platforma widokowa, z której roztacza się widok na panoramę zaliczaną do najpiękniejszych w polskich górach. Można ją podziwiać gołym okiem lub za niewielką opłatą skorzystać z lunety. Widoki zapierają dech w piersiach, a na myśl przychodzą słowa piosenki Roberta Kasprzyckiego „Niebo do wynajęcia, niebo z widokiem na raj, tam gdzie spokój jest święty no bo święci są Pańscy szklanką ciepłej herbaty poczęstuje Cię Pan…”. I wiecie co? Na pewno poczęstuje w Schronisku PTTK „Na Szczelińcu”. Spójrzcie w prawą stronę. To budynek stojący na krawędzi urwiska (905 m n.p.m). Obiekt ten jest jednym z najstarszych schronisk górskich w Sudetach (1845r.) i jedynym, które zostało wybudowane od razu z przeznaczeniem na obsługę turystów. Aby nasycić się urokiem tego miejsca warto zostać tu na noc, wsłuchać się w absolutną ciszę wieczoru, a rankiem wstać o 4:30, zasiąść w kamiennym fotelu i podziwiać najpiękniejsze wschody słońca w Sudetach.

            Pobyt w schronisku umili nam bogata biblioteczka, gry planszowe i brak telewizora, który z powodzeniem zastępuje gitara. Koniecznie skosztujcie specjalności schroniska – szarlotki z bitą śmietaną oraz kawy po góralsku – według przepisu przywiezionego z gór Madery. Naturalnie znajdziecie tu także inne trunki w postaci herbaty, gorącej czekolady, czy czeskich piw oraz bogaty wybór strawy. Jest też możliwość rozpalenia ogniska i zjedzenia pieczonej kiełbaski (przy schronisku wyznaczono na ten cel specjalne miejsce).

            Opuszczamy Szczeliniec Wielki. Do następnego obiektu dzieli nas kilkugodzinna wędrówka przez Góry Stołowe (Białe Skały, Skały Puchacza) i Obniżenie Dusznickie. Lądujemy w Dusznikach Zdrój.

            Do Schroniska pod Muflonem, górującego nad uzdrowiskiem, możemy dojechać samochodem. Proponuję jednak około 20 minutowy spacer żółtym szlakiem z Dusznik. Podejście, w trakcie którego pokonamy 132 m przewyższenia, ma 820 m długości. Damy radę! Strome podejście nie odstrasza nawet kuracjuszy, dla których schronisko jest częstym celem pieszych wędrówek, a wysiłek motywacją do zrzucenia zbędnych kilogramów.

            Schronisko pod Muflonem położne jest na stoku Ptasiej Góry na wysokości 690 m n.p.m. Historia tego miejsca sięga I połowy XIX wieku, kiedy wybudowano tu gospodarstwo hodowlane, a następnie restaurację specjalizującą się w potrawach mlecznych. Pod koniec XIX wieku obiekt stał się knajpą serwującą piwo i zaczęto przyjmować pierwszych gości. Piętnaście lat po II wojnie światowej wybuchł w nim pożar, którego następstwem była aż czteroletnia odbudowa. Odbudowany po pożarze funkcjonuje do dziś.

            Jak śpiewa zespół „Do Góry Dnem” w piosence „Muflon” miejsce to ma swojego stałego gościa: „Księżyc tu często w rogu samotnie siada nutowe wianki siostrom gwiazdom wije, cieszy się w dole świetlików gromada, że Muflon górom się kłania i wciąż żyje…”. Warto również wspomnieć, że Muflona odwiedzili m.in.: reżyser Aleksander Ford (twórca „Krzyżaków”), czy niemiecka aktorka Sonja Ziemann (żona scenarzysty filmowego i cenionego pisarza Marka Hłaski).

            Kto choć raz był w Muflonie ten wie, że to miejsce tworzą ludzie. Atmosfera jest tu bowiem wyjątkowa, a to za sprawą obecnych właścicieli, którzy każdego przybyłego gościa traktują jak swojaka. Tadeusz, którego łatwo rozpoznacie po wielkim serdecznym uśmiechu, długich kręconych włosach i bluzie z napisem „Pan Muflona”, razem z resztą muflonowej ekipy, od wczesnych godzin porannych aż do późnych godzin nocnych zostawiają kawał serca, by chciało się tu wrócić. Ciepły klimat miejsca nadają drewniane wnętrza i duże otwory okienne wypełnione zachowanymi oknami skrzynkowymi, uśmiechające się z półek książki oraz duży zestaw gier planszowych – nie tylko dla najmłodszych! Gospodarze Muflona nie pozwolą Wam umrzeć z głodu. Nie zabraknie smakowitej strawy i aromatycznych herbat. Wisienką na torcie będzie piwo Muflonowe (do wyboru również Jasiek Ptasiek i Bolko) z lokalnego browaru. Najlepiej smakuje ono w trakcie odbywających się w schronisku rockowych koncertów, które na lokalnej mapie atrakcji stały się już znakiem rozpoznawczym tego miejsca. Warto również zrobić mały spacer wokół obiektu. Przed samym budynkiem uwagę zwróci stary jesion „Bolko” (pomnik przyrody) i urządzony nad zboczem taras widokowy z ławeczkami z najpiękniejszym widokiem na Duszniki Zdrój i okolicę.

            Za schroniskiem znajdziemy drogowskaz z oznaczeniem szlaków i kolejną wskazówkę dotyczącą naszej wędrówki. Tym razem wybieramy szlak niebieski, który od tej pory będzie nam towarzyszył przez około 6 godzin. Naszym celem będą Góry Bystrzyckie i najwyżej położona w nich miejscowość – Spalona, w której na Przełęczy o tej samej nazwie (Spalona), słynącej z pięknych panoram, położone jest na wysokości 811 m n.p.m. Schronisko PTTK Jagodna. Obiekt powstał w 1895r., ale to co dziś widzimy: murowano-drewniany budynek kryty gontem, to efekt przebudowy, którą Kłodzkie Towarzystwo Górskie zakończyło w 1933r. W 1942r. dobudowano część werandy i w takim kształcie schronisko przetrwało do dzisiaj.

fot. Paweł Czuchnowski Smakowitości Jagodnej

Po kilkugodzinnej wędrówce musimy zregenerować siły, wchodzimy zatem do środka. Zauroczy nas wnętrze z zachowanym dawnym wystrojem stwarzającym klimat starej wiejskiej gospody. Szczególnie urokliwa jest drewniana weranda, będąca rozszerzeniem obszernej sali jadalnej. A skoro już o jedzeniu mowa to – bez dwóch zdań – Jagodna ma się czym pochwalić! Czytając schroniskowe menu możemy tylko łapać się za głowę. Gwarantuje, że wybór będzie trudniejszy niż Wam się wydaje. Niby nic specjalnego: domowa kuchnia bazująca na lokalnych produktach i oryginalnych recepturach, no ale jak zdecydować się na konkretne danie skoro mamy wybierać między: plackami sudeckimi, czyli ziemniaczanymi z kiszoną kapustą doprawianymi czosnkiem, cebulą i cząbrem, cymesem Rumcajsa, omletem Drwala, Jesienią Konesera, pierogami gruzińskimi i marokańskimi, Pokusą Leśniczego, Leśnym Pęczakotto, czy Racuchami Jagodnymi – uśmiechniętymi i pogodnymi. Palce lizać! Po pysznym i niebanalnym jedzeniu warto odpocząć w zaciszu schroniskowego pokoju, a jeżeli nie starczy dla nas miejsc nie mamy się o co martwić. W Jagodnej funkcjonuje „gleba”. W sezonie letnim znajdziemy natomiast miejsce na polu namiotowym. Pobyt w schronisku umili nam biblioteczka pełna książek i magazynów o tematyce górskiej i podróżniczej, w zimie możemy skorzystać z wypożyczalni nart biegowych i zjazdowych, snowboardu oraz rakiet śnieżnych, a latem popróbować swoich sił na Gibbon Slack park.

            Ostatnim celem naszej małej wyprawy będzie schronisko położone we wschodniej części Ziemi Kłodzkiej. Pora zatem dopijać czeskie piwko i kończyć porcję przepysznych racuchów z jagodami. Musimy się bowiem katapultować i w błyskawicznym tempie przenieść w Masyw Śnieżnika. Tu, na Hali pod Śnieżnikiem (1218 m n.p.m.) znajduje się kolejne szczególne miejsce na turystycznej mapie Sudetów – Schronisko na Śnieżniku im. Zbigniewa Fastnachta. Zajmuje ono piąte miejsce na liście najwyżej położonych schronisk górskich w Sudetach, jest też jednym z najstarszych schronisk górskich w Polsce, no i najważniejsze… jego początki są iście królewskie!       Warto wspomnieć, że główną inicjatorką rozwoju tego regionu i fundatorką powstałego w 1871r. schroniska górskiego była holenderska królewna Marianna Orańska. Schronisko powstało w miejscu dawnego gospodarstwa mlecznego. Jego budowniczowie korzystali ze wzorów szwajcarskich, dzięki czemu budynek o konstrukcji murowano-drewnianej nabrał charakterystycznego wyglądu w modnym wówczas stylu szwajcarsko-alpejskim. Nie dziwić może zatem fakt, iż przez pewien czas po II wojnie światowej nazywano je „szwajcarką”. Z ciekawostek warto dodać, że jeszcze na początku XXI wieku pod Śnieżnikiem nie było prądu. Dziś energię dostarcza niewielka elektrownia wodna (zainteresowanych odsyłam do literatury na temat historii tego miejsca, wierzcie mi.. jest w czym wybierać!).

            Nazwa schroniska wprowadza nas w błąd, gdyż nie znajdujemy się „na Śnieżniku”. Co prawda jesteśmy w masywie owej góry, ale do samego szczytu – Śnieżnika (1424 m n.p.m) dzieli nas jeszcze (albo tylko) 30 minut i 200 m podejścia. Warto podjąć wyzwanie i wspiąć się na szczyt, z którego będziemy mogli podziwiać część czeskich Sudetów ze szczytem Pradziada, a przy dobrej widoczności Karkonosze. Kiedy już zejdziemy z Korony Masywu Śnieżnika nie możemy nie odwiedzić schroniska. Klimatyczne to bowiem miejsce i tak jak wspomniałam, z bogatą historią. Uwagę zwraca niewielka jadalnia z kominkiem. Tu możecie skosztować przepysznej śnieżnickiej kuchni (polecam barszcz ukraiński i bigos, a na deser przepyszną szarlotkę jagodowo-jabłkową!), a wieczorami usiąść z gitarą, śpiewać i gawędzić do białego rana gasząc pragnienie czeskim piwem „Opat”. Przy schronisku znajdziecie także miejsce na rozpalenie ogniska z przygotowanymi miejscami do siedzenia.

            To jednak nie wszystkie atrakcje tego miejsca. Jedną z nich, sprawdzającą się szczególnie zimą, jest basen „pod chmurką”. Po kąpieli, w bufecie będziecie mieli możliwość ogrzania się przy kubku gorącej herbaty, grzanym piwie lub herbacie z rumem. Przy schronisku działa także wypożyczalnia sprzętu turystycznego do narciarstwa skiturowego: narty, kijki, foki oraz buty. A muzyka? A i owszem, ma i na Śnieżniku swoje święto. Jeżeli chcielibyście połączyć trudy wędrówki z muzyczną ucztą, warto zaplanować pobyt pod Śnieżnikiem w połowie lipca, kiedy to organizowany jest koncert pod gołym niebem „W górach jest wszystko co kocham” z udziałem zespołu „Dom o Zielonych Progach”. W schronisku na górskich łazików czeka jeszcze jedna niespodzianka: jeżeli okażecie w bufecie bilet ze „ścieżki w obłokach” zostanie Wam to wynagrodzone herbatą z najlepszym schroniskowym sokiem malinowym własnej produkcji!

            Nasza wędrówka dobiega końca. Jak sami się przekonaliście na Ziemi Kłodzkiej są jeszcze miejsca z duszą, gdzie spotykają się starzy i młodzi miłośnicy wędrówek, miejsca niezwykłe w których spotkacie prawdziwych pasjonatów tworzących ich niepowtarzalny klimat. Aby jednak nie stawiać kropki nad przysłowiowym „i”, zdradzę (choć pewnie sami się domyślacie), że nie odwiedziliśmy wszystkich takich “perełek” Ziemi Kłodzkiej. To zadanie zostawiam Wam i zachęcam do poszukiwań! Przejrzyjcie mapy i koniecznie zajrzyjcie do Międzygórza i Zieleńca. Powodzenia!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry
Seraphinite AcceleratorOptimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.