Co oglądać, jeśli po lekturze „Me(m)diewistyki” chce się więcej?

W końcu znalazłam chwilę, aby nadrobić czytelnicze zaległości. Pomyślałam, że to idealny moment na odkrycie czegoś nowego z historii sztuki. Tym razem poszłam na żywioł, bez żadnego planu, czy celu uzupełnienia wiedzy w jakimś konkretnym temacie – po prostu zdałam się na intuicję. Wybór był mimo wszystko dość trudny. Rynek jest teraz zalewany nowościami, a sama dziedzina to ocean tematów. Przez ten nadmiar coraz trudniej zdecydować się na konkretną książkę. Ostatecznie postawiłam na tegoroczną wiosenną nowość od Wydawnictwa Znak – pozycję Zofii Załęskiej „Me(m)diewistyka. Cudownie dziwna sztuka średniowiecza”.
Niezwykłe książki o średniowieczu: Dlaczego warto po nie sięgać?
I wiecie co? Całe szczęście, że na nią trafiłam. To jedna z tych książek, które nie tyle „uczą historii sztuki”, ile zamiast suchej teorii zmieniają sposób patrzenia na świat – w tym przypadku ten średniowieczny. Człowiek znajduje takie perełki dokładnie wtedy, kiedy najbardziej ich potrzebuje. Dla mnie to idealny moment – od dłuższego czasu planowałam opisać na blogu jedno z najważniejszych wydarzeń wystawienniczych ostatnich lat w naszym kraju, czyli zaplanowany na rok 2026 (z kontynuacją w 2027) projekt „Gotyk w Polsce”. Łączy on siły trzech muzeów narodowych pod hasłem „trzy wystawy, jedna opowieść”. Całość pomyślano tak, aby te kluczowe dla naszego kraju instytucje pokazały gotyk z zupełnie innej, unikalnej perspektywy regionalnej i historycznej. Pomyślałam, że to genialna okazja, aby połączyć kropki. Ta książka idealnie zapowiada to, co za chwilę czeka nas w muzeach. Będzie jak idealny, lekki wstęp do tego, co zobaczymy na żywo, do czego serdecznie Was już dziś z tego miejsca zachęcam!
Jak naprawdę wyglądało średniowiecze ?
Ale po kolei…Zacznijmy od średniowiecza. Pozostaje ono jedną z tych epok, do których wracam najczęściej (i najchętniej). Powszechnie kojarzymy ją z czasem, w którym ludzie myśleli jedynie o śmierci i modlitwie, miasta plądrowały zarazy (dżuma), wszędzie panował brud, zamki zamieszkiwały księżniczki, rycerze wyruszali na wyprawy krzyżowe lub walczyli ze smokami. Dorzućmy do tego paniczny strach przed spadnięciem z krawędzi płaskiej Ziemi (którą dzielni żeglarze mieli rzekomo oglądać tuż przed pożarciem przez potwory morskie), masowe palenie czarownic na stosach przy lada okazji oraz te nieszczęsne, żelazne pasy cnoty, którymi zazdrośni mężowie rzekomo ryglowali swoje żony przed wyjazdem na wojnę. Powszechnie wyobrażamy sobie też, że ówczesna kultura była śmiertelnie poważna – że ludzie porozumiewali się wyłącznie cytatami z Biblii, medytowali nad ludzką czaszką w rytm ponurych pieśni biczowników, w snach wędrowali po piekle Dantego, a ich jedyną rozrywką było oglądanie publicznych egzekucji na rynkach miast. Słowem: absolutny mrok, totalne zacofanie, brak jakiejkolwiek radości życia i higieny.
Prawdziwe oblicze wieków ciemnych
Tylko wiecie co? To wszystko nieprawda! Średniowiecze w rzeczywistości było niezwykle barwne, fascynujące i – wbrew pozorom – był to jeden z najbardziej rozwojowych i dynamicznych okresów w historii świata. To wtedy rodziły się uniwersytety, kwitła kultura dworska pełna poezji i muzyki, a ówcześni architekci i rzemieślnicy dokonywali cudów inżynierii, wznosząc strzeliste, zalane światłem gotyckie katedry. Zamiast wszechobecnej szarości mieliśmy do czynienia z prawdziwą eksplozją kolorów i ludzkiej pomysłowości. A sztuka średniowiecza? To przede wszystkim fascynujący, wizualny kod i sposób myślenia obrazem przez niesamowitą intensywność znaczeń. Dla ówczesnych ludzi była czymś znacznie większym niż tylko estetyką i ładną dekoracją – stanowiła wręcz uniwersalny język opowieści o świecie. Każdy gest rzeźbionej postaci, układ fałd szaty, a nawet konkretny układ palców dłoni niosły ze sobą precyzyjny komunikat. Ówczesny widz nie potrzebował podpisów, bo doskonale potrafił ten język czytać. Zresztą litery na niewiele by się mu przydały – w świecie, gdzie większość społeczeństwa była niepiśmienna…
Moja studencka pasja i niezwykłe freski
Zainteresowanie sztuką średniowiecza i umiejętność patrzenia na nią zaszczepiła we mnie moja akademicka wykładowczyni dr Jowita Jagla (dziś kustosz i kierownik Działu Historii Medycyny – Szpital św. Ducha w Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku). To kobieta z wielką pasją, charyzmą i wręcz kosmiczną wiedzą o świętych z całego świata, ich żywotach i całej tej zawiłej ikonografii. Choć była wymagająca i stanowcza, potrafiła nas – młodych, niedoszłych jeszcze historyków sztuki – totalnie zarazić tymi wszystkimi detalami i smaczkami. Najbardziej uwielbiałam nasze objazdy terenowe. Dr Jagla zabierała nas na zaplecza kościołów i do ciemnych zakrystii, gdzie pokazywała nam ukryte przed światem fragmenty zachowanych fresków. To były przedstawienia, których do dziś nie sposób znaleźć w jakiejkolwiek popularnej książce. Najgorsze jest też to, że tych obiektów rozsianych po małych miejscowościach, było tak wiele, że dziś na próżno szukać w mojej pamięci ich nazw czy dokładnych lokalizacji. Te niezwykłe średniowieczne przedstawienia zostały jednak w mojej głowie na zawsze.
Recenzja książki „Me(m)diewistyka” Zofii Załęskiej
Dlatego z wielkim czytelniczym głodem i czystą ciekawością zabrałam się za lekturę książki Zosi Załęskiej. I …przepadłam! Ta publikacja okazała się dla mnie czymś niesamowicie przyjemnym i zaskakująco odświeżającym. Znalazłam w niej mnóstwo tematów doskonale mi znanych, jednak autorka opisała je tak lekkim, współczesnym i przystępnym językiem, że przeczytałam tę książkę jednym tchem. Moim zdaniem ta pozycja genialnie wpisuje się w XXI wiek. Pokazuje, jak powinno się dziś opowiadać o sztuce sprzed wieków, żeby naprawdę trafić do współczesnego człowieka (a jak wiemy jest to coraz trudniejsze). Zosia robi to bez sztywnego, akademickiego i naukowego dystansu, ale też – co dla mnie superważne – bez upraszczania i sprowadzania wszystkiego do poziomu szybkiego, instagramowego newsa. Mówi o tym, co najistotniejsze i najciekawsze, zachowując przy tym pełen szacunek do tematu. Dokładnie tak, jak sama chciałabym o sztuce opowiadać. Z całą odpowiedzialnością mogę potwierdzić, że po tej lekturze, nawet dla osoby niemającej pojęcia o tej epoce, średniowieczne dzieła przestają być odległymi eksponatami z podpisem „I poł. XIV wieku, autor nieznany”, a stają się żywym językiem symboli, lęków, humoru i fantazji, podbitym emocjami oraz wyrazistą paletą barw.
Największe kurioza i sekrety średniowiecza
Zastanawiałam się, jak ugryźć temat tej książki, by skutecznie Was do niej zachęcić. Doszłam do wniosku, że streszczanie rozdziałów nie ma sensu – odebrałabym Wam przyjemność samodzielnego odkrywania tych wszystkich średniowiecznych rewelacji. „Me(m)diewistyka” to prawdziwa kopalnia kuriozów. Zamiast suchej recenzji, wolę rzucić kilka pytań, na które odpowiedzi znajdziecie w środku. Gwarantuję, że złapiecie się za głowę! Średniowiecze w tym wydaniu przypomina momentami wyjątkowo szaloną, zakrapianą imprezę. Myślę, że to też zachęci do lektury, albo chociaż przewertowania książki. Z lektury dowiecie się m.in.: dlaczego bóbr w średniowiecznych bestiariuszach wygląda bardziej jak pies niż rzeczywiste zwierzę i dlaczego – według dawnych opowieści – odgryza sobie jądra, uciekając przed myśliwym. Gdzie na żywo zobaczycie dziś imponujący relikwiarz ze szczątkami Trzech Króli? Jak przestać mylić centaura z mantykorą i bonnaconem? (I tu zapewne nastało u Was małe zdziwienie. O ile o centaurze większość z Was słyszała i co nieco wie, o tyle te dwa kolejne stworzenia mogą być dziś dla wielu osób niezłą zagadką. Dla ludzi średniowiecza te fantastyczne istoty były jednak stałym elementem otaczającego ich świata). Autorka w genialny sposób rozbija na czynniki pierwsze najdziwniejsze średniowieczne sekrety. Tłumaczy, skąd wziął się mit mandragory – rośliny o korzeniu przypominającym kształtem miniczłowieka, która potrafiła uzdrawiać, ale i zabijać swoim krzykiem. Daje też świetną ściągawkę z ikonografii. Po lekturze już nigdy nie pomylicie św. Łucji ze św. Otylią, mimo że obie trzymają na tacy własne oczy (u jednej to symbol męczeństwa, u drugiej cudownego odzyskania wzroku!). Przy okazji odkryjecie, dlaczego dzielni rycerze uciekali w popłochu przed… ślimakami, o co chodziło z zakonnicami zbierającymi z drzew owoce w kształcie fallusów i gdzie szukać chroniącego przed chorobami i trucizną rogu jednorożca oraz z jakiego powodu średniowieczny lekarz przed zbadaniem pacjenta musiał najpierw sprawdzić aktualną fazę księżyca, układ gwiazd i jego znak zodiaku. I co? Podoba się? Myślę, że zakres tematyczny szeroki, zachęcający i zaskakujący. Ta lektura udowadnia, że średniowiecze wcale nie musi być nudne ani hermetyczne. Kiedy pozna się kontekst tych wszystkich relikwiarzy, bestiariuszy, demonów i dziwnych potworków z marginesów ksiąg, zupełnie inaczej patrzy się potem na oryginalne zabytki i aż chce się je zobaczyć na żywo.
A skoro o oglądaniu na żywo mowa – pora wrócić do projektu „Gotyk w Polsce”, o którym wspominałam na samym początku. Wchodząc w szczegóły: to wspólna inicjatywa Muzeum Narodowego we Wrocławiu, Muzeum Narodowego w Poznaniu oraz Zamku Królewskiego na Wawelu. Całość obejmuje trzy ogromne wystawy, które będą otwierane w latach 2026–2027. Dobra wiadomość jest taka, że pierwsza z nich rusza dopiero pod koniec lipca tego roku, więc mamy jeszcze idealnie dużo czasu, żeby na spokojnie zacząć lub dokończyć lekturę, rozpracować kody i symbole średniowiecza, a następnie przygotować się do podróży po Polsce. Przygotujcie się na potężny zastrzyk mistycyzmu, historii i prawdziwego, surowego piękna, które na kilka stuleci ukształtowało tożsamość naszych ziem. A plan podróży układa się w idealną chronologiczną całość: Dolny Śląsk, Wielkopolska i Małopolska.
CO I GDZIE ZOBACZYMY? TRZY MUZEA – TRZY WYSTAWY – JEDNA OPOWIEŚĆ O SZTUCE ŚREDNIOWIECZA

WROCŁAW – „Stulecie. W rocznicę wielkiej wystawy śląskiej sztuki średniowiecznej” (31 lipca – 30 grudnia 2026 r.)
Projekt otworzy wystawa „Stulecie. W rocznicę wielkiej wystawy śląskiej sztuki średniowiecznej” w Pawilonie Czterech Kopuł. Jej zamysł jest wyjątkowy, ponieważ to nawiązanie i jednocześnie powtórka przełomowej ekspozycji z 1926 r. (Schlesische Malerei und Plastik des Mittelalters). Wtedy, dokładnie sto lat temu, po raz pierwszy zebrano w jednym miejscu ponad 200 rozporoszonych po kościołach dzieł, najważniejsze gotyckie rzeźby i obrazy ze Śląska, co wywołało ogromne poruszenie i pozwoliło badaczom spojrzeć na sztukę śląską nieco inaczej. Jej twórcy postawili sobie za cel ponowne zjednoczenie rozproszonych przez wiek i wojenne zawieruchy arcydzieł sakralnych, rzeźb i obrazów. Kuratorzy chcą pokazać te same, oryginalne zabytki dokładnie w tym samym budynku co wiek temu. Zobaczycie tam m.in. słynne śląskie rzeźby drewniane i kamienne. Co fascynujące, na wystawie nie zobaczymy wyłącznie tego, co przetrwało. Obok oryginalnych, mistycznych Madonn i ołtarzy lśniących złotem, kuratorzy pokażą dzieła, które z różnych przyczyn z tamtej dawnej wystawy wycofano, a nawet takie, które mimo ogromnych starań nigdy na nią sto lat temu nie dotarły.
POZNAŃ – „Wielkopolska plastyka gotycka 1936/2026” (26 listopada 2026 r. – 28 lutego 2027 r.)
Jesienią przenosimy się do Wielkopolski, by w Muzeum Narodowym w Poznaniu zobaczyć surową plastykę gotycką zgromadzoną na wystawie: „Wielkopolska plastyka gotycka 1936/2026”. Podobnie jak we Wrocławiu, tak i tu wystawa będzie miała charakter rocznicowy i przypomni przełomową ekspozycję sztuki średniowiecznej, która odbyła się w tym samym mieście dokładnie 90 lat wcześniej, czyli w 1936 roku i jako pierwsza pokazała światu niezwykłe piękno wielkopolskich rzeźb i obrazów. Poznań zabierze Was za kulisy pracy dawnych mistrzów i odkrywców. Główną atrakcją ekspozycji będą oryginalne, średniowieczne rzeźby, obrazy oraz dawne przedmioty codziennego i religijnego użytku, które powstały na terenie Wielkopolski. Wyjątkowość wystawy polega na tym, że pokaże ona te cenne zabytki w zupełnie nowy sposób, rezygnując ze zwykłego podziału od najstarszych do najnowszych obiektów. Twórcy skupią się na tym, jak te przedmioty działały na ludzi w średniowieczu i jakie miały znaczenie dla ówczesnego społeczeństwa. Co więcej, ekspozycja jako jedyna ujawnia fascynujące archiwalia pokazujące, jak przedwojenni poznańscy naukowcy przeczesywali region, by uratować te skarby, co nadaje całości charakter wciągającej opowieści detektywistycznej.
KRAKÓW – „Sztuka odrodzonego Królestwa” (kwiecień – lipiec 2027 r.)
I wreszcie wielki, królewski finał wiosną przyszłego roku na Zamku Królewskim na Wawelu, gdzie zobaczymy gotyk w wersji premium z czasów Łokietka i Kazimierza Wielkiego, wystawę zatytułowaną „Sztuka odrodzonego Królestwa”. Wawelska wystawa będzie zupełnie inna niż te w Poznaniu i we Wrocławiu, bo jej głównym tematem będzie władza, królowie i wielka polityka. Kraków pokaże, jak władcy używali pięknych przedmiotów do budowania potęgi państwa. Zobaczymy najdroższe dzieła tamtych czasów: od misternie wykuwanych koron i złotych naczyń, przez zachwycające rzeźby, aż po luksusowe, tkane złotą nicią stroje.
Wszystko to o wystawach piszę na razie zupełnie wstępnie i czysto informacyjnie. Opieram się wyłącznie na zapowiedziach medialnych i sama jestem ogromnie ciekawa, na ile te ambitne założenia projektowe oraz wystawiennicze pokryją się z rzeczywistością. Jedno jest jednak pewne: zarówno książka „Me(m)diewistyka” Zofii Załęskiej, jak i nadchodzący projekt muzealny „Gotyk w Polsce” to najlepsze dowody na to, że wieki średnie wcale nie były ponure ani nudne.
Gorąco namawiam Was zarówno do lektury, jak i do planowania historycznych podróży, bo nadchodzące ekspozycje zapowiadają się fenomenalnie! Co Wy na to, żeby odczarować mit o „ciemnym średniowieczu”? Wchodzicie w to? Pakujcie mentalne plecaki i ruszamy w drogę! Meldujcie się w komentarzach i dajcie znać, na którą stację tej gotyckiej trasy czekacie najbardziej.
