Polaroidomania: od początku do…końca ?
Historia fotografii – od czasu jej narodzin w 1839 roku w Paryżu i Londynie – to wiele wynalazków, słynne nazwiska, a także zmiany w postrzeganiu rzeczywistości.

W pierwszych latach ograniczenie stanowiła przede wszystkim technika. Dużej wielkości aparat trzeba było ustawić na statywie, kalkulować czas naświetlania, aby wreszcie w ciemni wywołać materiał negatywowy. W latach osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku fotografia była już dziedziną powszechnie znaną, ale nadal kosztowną, a więc niedostępną dla przeciętnego człowieka. Przełomem okazała się opracowana przez Hannibala Goodwina w 1887 roku mocna i trwała nitrocelulozowa błona światłoczuła. Do jej masowej produkcji przystąpiła amerykańska firma Kodak. Ulepszając wynalazek, tak przystosowała aparat, że można było wykonać kilka zdjęć na jednej rolce filmu, a czułość emulsji poprawiono do tego stopnia, że czas naświetlania zmalał do ułamków sekundy. Na tym się jednak nie zakończyło…
Rok 1947 przynosi polaroida, którego niektóre funkcje wyprzedziły właściwości aparatów cyfrowych nieomal o pięćdziesiąt lat! Jest to równocześnie rok wynalezienia przez przyszłego noblistę Dennisa Gabora hologramu i czas, gdy Ameryka wariuje na punkcie telewizji. Lada chwila pojawią się tranzystory, komputery i kserokopiarki firmy Eastman Kodak. Wtedy właśnie doktor Edwin Land, zainspirowany pytaniem córeczki: Dlaczego nie mogę zobaczyć tych wszystkich zdjęć JUŻ TERAZ?, zaprezentował na dorocznym posiedzeniu Amerykańskiego Towarzystwa Optycznego w Nowym Jorku swoje dzieło – materiał do fotografii natychmiastowej wraz z prototypem aparatu umożliwiającego naświetlenie i wywołanie zdjęcia w ciągu minuty. Ten wynalazca, a zarazem dynamiczny biznesmen i założyciel Korporacji Polaroid, natychmiast przystąpił do działania i zakontraktował w firmie Eastman Kodak produkcję negatywu według własnego patentu. W październiku 1948 roku na rynek wkroczyła Polaroid Land Camera. Sprzedawała się zaskakująco dobrze, mimo że jej cena wynosiła blisko dziewięćdziesiąt dolarów, co dla przeciętnego Amerykanina stanowiło całotygodniowy zarobek. Oferowała fotoamatorom nie tylko gotowe zdjęcie po minucie od naciśnięcia spustu migawki, ale też ułatwiała im życie w zakresie kompozycji czy estetyki fotograficznej. Z tej techniki skorzystali profesjonalni fotografowie, którzy otrzymali precyzyjne narzędzie do wykonywania zdjęć próbnych. Wielu artystów z powodzeniem wykorzystywało ją w fotografii plenerowej, studyjnej i eksperymentalnej.
Początkowo kamery marki Polaroid pozwalały robić zdjęcia wielkości pocztówki w kolorze sepii, trzy lata później czarno-białe, a od 1963 roku barwne. Wtedy właśnie korporacja wprowadziła na rynek najpopularniejszy i najdłużej istniejący system – Polacolor. Umożliwiał on otrzymanie barwnego obrazu na papierze po około sześćdziesięciu sekundach od chwili naświetlenia. Kilka lat później pojawiły się filmy czułe na promieniowanie rentgenowskie i na podczerwień, przydatne w przemyśle, laboratoriach naukowych i kryminologicznych. W roku 1972 światowy rynek podbija składany automatyczny aparat dający gotowe, nierozdzielne z negatywem fotografie. Kwadratowe zdjęcia w białych ramkach, z szerokim marginesem na podpis na dole, znajdziemy w domowych albumach chyba na całym świecie. Dwa lata później będzie można już uzyskać negatyw.
Technika polaroidowa od początku zainteresowała artystów. Jednym z nich był amerykański fotograf pejzażu Ansel Adams, który, zatrudniony jako jeden z pierwszych konsultantów w Korporacji Polaroid, stał się wielkim propagatorem idei fotografii natychmiastowej. Wśród napisanych przez niego podręczników dla studentów znajdziemy pozycję zatytułowaną właśnie Polaroid, gdzie zwraca uwagę na sam proces twórczy zwłaszcza przy wykonywaniu portretów. Zdaniem autora bezpośrednia obserwacja rezultatów wspólnej pracy stwarza niepowtarzalny klimat. Warto też wspomnieć, że przy udziale Adamsa powstała unikalna kolekcja Polaroida (niemal 23 tys. zdjęć, autorstwa prawie 2 tys. fotografów z całego świata).
Po tego typu sprzęt sięgnął Andy Warhol, najbardziej znany przedstawiciel pop-artu, autor seryjnych kompozycji o wysokim kontraście kolorystycznym. Niejednokrotnie robił swoim modelom dziesiątki zdjęć, po czym wybierał jedno, na podstawie którego jego ekipa wykonywała techniką sitodruku przetworzony i wielokrotnie powiększony portret. Warto wspomnieć o cyklu autoportretów i portretów Warhola z 1979 roku. Wykorzystał wtedy gigantyczny aparat firmy Polaroid pozwalający otrzymywać zdjęcia w formacie pięćdziesiąt na sześćdziesiąt centymetrów. Na świecie istniało pięć takich ogromnych urządzeń (jedno w Pradze, a pozostałe w Stanach Zjednoczonych). Stanowiły własność korporacji, która wypożyczała je na użytek fotografii związanej z reklamą, modą, z promocją filmów na festiwalach w Cannes, Wenecji czy w Berlinie lub eksponowała na światowych targach materiałów i sprzętu fotograficznego w Kolonii.
Technika polaroida znalazła zastosowanie także w dziedzinie konserwacji zabytków. W latach 1982-1983 skorzystano z niej przy rekonstrukcji Ostatniej Wieczerzy Leonarda da Vinci(refektarz kościoła Santa Maria delle Grazie w Mediolanie), fresków Rafaela znajdujących się w Pałacu Watykańskim i jego obrazu Przemienienie Pańskie (Pinakoteka Watykańska), a także w trakcie prac w Kaplicy Sykstyńskiej przy dokumentacji fotograficznej Sądu Ostatecznego Michała Anioła. Fotografie wykonywane wielkim aparatem przed ingerencją specjalistów, w trakcie działań oraz po ich zakończeniu, stanowiły unikalny zapis prac przy dziełach światowego dziedzictwa. Uzyskane tą drogą „repliki” Ostatniej Wieczerzy stały się fascynującym materiałem na wystawę, która pozwalała nie tylko porównać dzieło przed restauracją i po niej, ale stworzyła niepowtarzalną możliwość studiowania do woli szczegółów malarstwa mistrza, zwłaszcza po usunięciu tak zwanego retuszu osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych malarzy.
W firmie eksperymentowano. Dzięki temu, mniej lub bardziej przypadkowo, powstały techniki, które znalazły zastosowanie w swobodnej twórczości niektórych fotografów. I tak w połowie lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku w laboratorium badawczym Korporacji Polaroid możemy doszukiwać się źródeł image transfer (obraz przeniesiony). Ktoś z personelu położył na blacie przedwcześnie oddzielony negatyw filmu natychmiastowego. Emulsja przywarła do powierzchni, a po oderwaniu negatywu na płaszczyźnie pozostał obraz. Wkrótce ślad tego pośpiechu stał się widoczny na okładkach płyt, na zdjęciach reklamowych i w galeriach sztuki. Przenoszenie obrazu na nowe podłoże, na przykład na papier akwarelowy, stało się punktem wyjścia do dalszych działań ingerujących w negatyw przez rysowanie lub malowanie, nakładanie następnego obrazu, poddawanie go podwyższonej temperaturze, a także przetwarzanie w komputerze z użyciem programów graficznych.
Warto dodać, że wynalazek Landa już kilka lat po spopularyzowaniu pozwalał zaspokajać olbrzymie potrzeby w zakresie fotografii użytkowej (zdjęcia do identyfikatorów, paszportów i innych dokumentów). Do dziś specjalistyczne techniki polaroida stosuje się w medycynie i kryminologii, niemniej są stopniowo wypierane przez nowocześniejszą i tańszą fotografię cyfrową.
Doktor Land zmarł w marcu 1991 roku. Będąc na emeryturze, nadal prowadził badania laboratoryjne. Zarejestrował pięćset trzydzieści siedem patentów, z czego te związane z fotografią natychmiastową najbardziej przyczyniły się do narodzenia tego, co dziś można nazwać erą cyfrową. Zanim setki tysięcy komputerów z dziesiątkami milionów pikseli na monitorach zaczęły zapełniać cyberprzestrzeń, obraz polaroidowy – wraz z kserokopiarkami, telefaksami i minilabami wypluwającymi tysiące odbitek fotograficznych – spełniał rolę strumienia i powielania informacji. Dziś, w czasach ekspansji „cyfrówek”, skazany jest na powolne wycofywanie się z rynku fotograficznego. W lutym 2008 roku prezes korporacji podjął ostateczną decyzję o wstrzymaniu produkcji filmów i aparatów oraz o wyprzedaniu wszystkich zapasów do końca 2009 roku.
O ile fotografia odkryła przed ludźmi nowy sposób patrzenia na rzeczywistość, jakby w niezliczonych odsłonach, to ta natychmiastowa – polaroidowa – wielu nauczyła prędzej i uważniej reagować na bieżącą chwilę. Jednocześnie przygotowała nas do korzystania ze znacznie szybszego narzędzia obrazowania – z fotografii cyfrowej.
Współautorem tekstu jest Greg Ostrowski.

